Nowy Porządek Świata po prostu się przydarza - moje spotkanie ze Słońcem (XIX)

Słowo wstępu
Niniejsze przeżycie przedstawia moje osobiste, krótkie doświadczenie z Tarotową kartą Słońca (XIX) talii Waite-Smith. Nie roszczę sobie pretensji do twierdzenia, że to jedyne możliwe rozumienie tej karty, ani nawet że to jest akurat poprawne. Zachęcam do pracy samemu: te ćwiczenia pozwolą lepiej poznać karty i, podobnie jak "wewnętrzny mentor", we w miarę kontrolowanym "otoczeniu" ćwiczyć astrala.
Ćwiczenie oparte jest na metodzie opisanej w "Dziedzictwie Bestii" Sustera (s. 175-176). Wizja nie została jednak zweryfikowana z "777" ani jakimkolwiek innym źródłem.
Dla przypomnienia, ważne słowa Ali'ego C.:
"(...)mówi się o sefirotach i ścieżkach, o duchach i zaklęciach, o bogach, sferach, planach i wielu innych sprawach, które mogą (albo i nie) istnieć.
To czy istnieją nie ma znaczenia. Z wykonywaniem pewnych działań wiążą się określone skutki. Uczniów ostrzega się poważnie, aby nie nadawali im filozoficznej wagi ani nie traktowali ich jako obiektywnej rzeczywistości."
Wejście
Odpędzenie nie zostało przeprowadzone, gdyż moment wcześniej robiłem coś, co i tak tego wymagało. Przez moment próbowałem przeprowadzić to "odwirowanie", opisane w "wewnętrznym mentorze", ale jakoś nie chciało wyjść. Cokolwiek.
Wyobraziłem sobie obraz karty na drzwiach. Wizja oczywiście jest słaba i bardziej "wiem, że powinienem coś widzieć" niż widzę. Dotykam obrazu na drzwiach, a on wydaje się poruszać. Flaga w rękach Dziecka łopoce na wietrze. Patrzę na Słońce i nachodzi mnie myśl, że jest ono nieporuszone. Niepowstrzymane. To doświadczenie, które się po prostu zdarza i w świecie nie istnieje nawet możliwość zatrzymania go. Jego nieuchronność można porównać do śmierci i podatków.
Chwytam za klamkę. Jest metalowa, przypomina zdobioną łyżkę, której "komora zupna" (jak nazywa to stary żołnierski dowcip) jest skierowana wypukłością ku górze. Klamka jest zimna. Naciskam. Drzwi się otwierają do środka, za nimi blask. Wchodzę tam.
Krajobrazy i rozmowy
Stoję na zielonej łące. Wokoło porośnięte trawą wzgórza. Tak można sobie wyobrażać wiejską Anglię, północną Walię itp. jak sądzę. Niebo jest błękitne, a po jego tafli bardzo szybko przesuwają się obłoczki białych chmur.
Po chwili kręcenia się wkoło widzę obraz z karty. Podchodzę i witam Dziecię. Wskakuje mi ono w ramiona, cały czas powiewając chorągwią. Na moje pytanie przedstawia się jako Horus i porządek świata. Przychodzi mi na myśl, że to NOWY Porządek świata. Ale w przeciwieństwie do paranoicznych fantazji niektórych ludzi - jest bezcelowy. Albo raczej autoteliczny. Sztuka dla sztuki. On po prostu się dzieje.
Wraca na konia, a ja widzę, że z chorągwii kapie krew. Zapytany odpowiada, że to krew tych, którzy się dla niego poświęcili. Ciągnę za język (metaforycznie :P), więc dodaje że niekoniecznie świadomie. Wszystkie ofiary, za i przeciw porządkowi świata - konstytuują go (czytacie to, neurotycy od teorii spiskowych?!?). Nie wprowadza rozróżnień ani podziałów, poprostu jest. Jest jednością wielości. Zarówno ofiary "za", jak i "przeciw" są dla niego ofiarami "za", składają się po prostu na to, jak ten świat wygląda.
Zawsze niepokoił mnie ten smutny lub zły Koń. Zagaduję go. Wstrząsa łbem i ze smutkiem przedstawia się jako chore czasy, chora historia. Horus na nich wjeżdża, a one umrą. Śmierć historii? Nigdy nie rozumiałem tego terminu, więc sugeruję, że nadejdzie nowa. Koń stwierdza tylko, że zawsze rodzi się coś nowego.
Przechodzę do Słońca. Ono zdradza, że Ali C. deczko histeryzował. Śmierć, konflikt, wojna - one nie biorą się z przybycia Horusa. Przeciwnie - to on na nich wjeżdża. To się po prostu dzieje. Przydarza światu. Horus nie jest "celem" ani, jeszcze mniej, "przyczyną" takich wydarzeń. On po prostu się przydarza, następuje. Takie fatum (w filozofii antycznych Greków fatum, los, nie był, ponoć, siłą zewnętrzną, a częścią nas samych i my jego częściami). Sol Invictus nie zwycięża w walce - bo nie walczy (porównaj: "Księga Dao i De", Laozi, fragmenty 22. i 73.: "(...) Z nikim nie walczy, dlatego nie można go pokonać. (...)" i "(...) Nie walczy, ale zwycięża. (...)". Ono po prostu nadchodzi i tyle.
Zakończenie
Spojrzałem na jeden ze słoneczników. Jakby plunął płatkami. Dotknąłem i wykreśliłem na jego tarczy najpierw pentagram, potem gwiazdę chaosu. Za każdym razem tylko rozkwitał.
Pożegnałem się, odwróciłem, zobaczyłem drzwi i wyszedłem.
Zakończyłem jak zwykle astral: wdech, przytrzymanie z napięciem mięśni, lewy palec wskazujący "przekreśla" usta, otwarcie oczu.
Zakończenie przy pomocy odpędzającego IAO.
Dziękuję za Twój czas. Wszelkie rzeczowe i konkretne uwagi, nie odnoszące się do świata nieweryfikowalnych idei, które można "poznać" tylko na wiarę - będą mile widziane.
- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
- Wersja do wydruku

Delicious
Digg
Wykop.pl
Gwar.pl
Ostatnie odpowiedzi
1 tydzień 2 godziny temu
1 tydzień 4 dni temu
3 tygodnie 1 dzień temu
4 tygodnie 6 dni temu
5 tygodni 13 godzin temu
5 tygodni 13 godzin temu
5 tygodni 1 dzień temu
5 tygodni 1 dzień temu
7 tygodni 2 dni temu
7 tygodni 3 dni temu